Trzecie starcie Finałów NBA 2026 pomiędzy New York Knicks a San Antonio Spurs zapisało się na kartach historii na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziów. Wszystko za sprawą obecności na trybunach Prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. Jego wizyta w legendarnej Madison Square Garden wywołała ogromne kontrowersje, a moment, w którym głowa państwa pojawiła się na telebimach, doprowadził do potężnej i niezwykle wrogiej reakcji ze strony nowojorskich kibiców.
Salwujący prezydent i ogłuszające buczenie podczas hymnu
Napięcie w hali sięgnęło zenitu tuż przed rozpoczęciem spotkania, w trakcie odgrywania hymnu narodowego Stanów Zjednoczonych. Gdy realizator transmisji pokazał Donalda Trumpa na telebimie, kiedy ten w swojej prywatnej loży salutował w kierunku flagi państwowej, fani Knicks zareagowali gigantyczną falą buczenia i gwizdów.
Reakcja trybun była na tyle potężna, że całkowicie zagłuszyła tradycyjne okrzyki. Pomimo tak wrogiego przyjęcia ze strony fanów ze swojego rodzinnego miasta, 79-letni prezydent zachował całkowity spokój, reagując na krytykę jedynie krótkim, ironicznym uśmiechem. Z kolei jego wnuczka Kai, towarzysząca mu w loży, z uśmiechem przyglądała się całej sytuacji.
Paraliż logistyczny i wściekłość kibiców z Wielkiego Jabłka
Obecność prezydenta, jego wnuczki oraz kilku kluczowych przedstawicieli gabinetu, którzy pojawili się w MSG na godzinę przed planowanym rozpoczęciem meczu (około godziny 01:30 czasu polskiego), wymusiła na nowojorskiej policji oraz United States Secret Service wprowadzenie nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa.
Te radykalne kroki wywołały jednak potężną falę frustracji wśród kibiców oraz dziennikarzy:
- Bezwzględny zakaz wnoszenia toreb i plecaków, co zmusiło wielu fanów do nerwowego pozbywania się rzeczy osobistych przed halą.
- Wzmocnione kontrole lotniskowe, przez które kolejki do wejścia ciągnęły się kilometrami, a kibice musieli pojawić się pod bramami minimum dwie godziny wcześniej.
- Odwołanie oficjalnych stref kibica wokół Madison Square Garden, co pozbawiło tysiące najbardziej oddanych, uboższych fanów możliwości wspólnego celebrowania meczu pod gołym niebem.
Adam Silver staje w obronie prezydenta: „To prawdziwy fan Knicks”
Za zaproszenie głowy państwa bezpośrednio odpowiadał właściciel New York Knicks, James Dolan, z którym Trump spędził pierwszą kwartę pojedynku. W obliczu masowej krytyki i negatywnych nastrojów społecznych, w obronie polityka stanął komisarz ligi NBA, Adam Silver, który skomentował sprawę na antenie stacji Inside the NBA.
„Donald Trump, zanim w ogóle pomyślał o karierze politycznej, był wielkim fanem Knicks. Pamiętam dawne czasy, gdy regularnie zasiadał w pierwszych rzędach na naszych meczach i pojawiał się na draftach organizowanych w MSG. To autentyczny kibic i ma pełne prawo tu być. Tak, dla fanów oznacza to pewne niedogodności logistyczne, ale spójrzmy na trybuny — hala jest pełna, ludzie przyszli wcześniej i przeszli przez niezbędne procedury. Powinniśmy używać sportu do łączenia społeczności, a nie do pogłębiania podziałów” – argumentował stanowczo Silver.
Warto podkreślić, że Donald Trump zapisał się tym samym w historii jako pierwszy urzędujący prezydent USA, który osobiście oglądał z trybun mecz Finałów NBA, oraz drugi (po Baracku Obamie w 2015 roku), który pojawił się na jakimkolwiek meczu ligowym za czasów swojej prezydentury. Ostatecznie polityczny zgrzyt przyniósł Knicks pecha — podopieczni Mike’a Browna przegrali ze Spurs 111:115, a ich przewaga w serii stopniała do stanu 2-1.
fot. NBC
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










