Donovan Mitchell postawił sprawę jasno: jego przyszłość należy do Cleveland. Gwiazdor Cavaliers zgodził się bowiem na maksymalne, czteroletnie przedłużenie kontraktu o wartości 273 milionów dolarów. Co więcej, w umowie znalazły się opcja zawodnika na sezon 2030/31 oraz pełny trade kicker. Największym zaskoczeniem pozostaje jednak to, z czego rozgrywający zrezygnował.
Rekordowa umowa i zaskakujący zwrot akcji
O porozumieniu jako pierwszy poinformował Shams Charania z ESPN. Mitchell przystał na warunki już pierwszego dnia, w którym mógł podpisać nowy kontrakt, przez co rozwiał wszelkie wątpliwości co do swojej przyszłości. W ten sposób jego umowa będzie obowiązywać aż do sezonu 2030/31, a średnia roczna pensja wyniesie imponujące 68,3 miliona dolarów.
Tu jednak pojawia się najciekawszy wątek całej sprawy. Mitchell mógł bowiem poczekać do przyszłego lata i podpisać jeszcze większy, pięcioletni superkontrakt, który dołożyłby dodatkowy sezon i mniej więcej 80 milionów dolarów. Zamiast tego zdecydował się związać z klubem wcześniej. Tym samym wysłał czytelny sygnał — zarówno miastu, jak i organizacji — że stawia lojalność ponad maksymalizację zarobków. Warto dodać, że to już jego druga umowa przedłużająca w Cleveland, odkąd w 2022 roku trafił tam w głośnej wymianie z Utah Jazz.
Twarz Cleveland zostaje. Fundament po latach posuchy
Decyzja Mitchella nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście minionego sezonu. Rozgrywający poprowadził bowiem Cavaliers do finału Konferencji Wschodniej — pierwszego dla klubu od 2018 roku. Wprawdzie w tej rundzie ekipa z Cleveland uległa ostatecznie New York Knicks, to sam awans potwierdził, że drużyna wróciła do ligowej czołówki. Niebagatelną rolę odegrał w tym również pozyskany James Harden.
Liczby, które robią wrażenie
Za tak dużym zaangażowaniem klubu stoją oczywiście konkretne rezultaty. W minionym sezonie zasadniczym Mitchell zdobywał średnio 27,9 punktu, 5,7 asysty i 4,5 zbiórki na mecz przy skuteczności 48,3 procent z gry. W play-offach z kolei dokładał 26,0 punktu, 4,8 zbiórki i 3,1 asysty w 18 spotkaniach, pozostając liderem zespołu w każdej ważnej rubryce.
Dodatkowo jego dorobek indywidualny robi wrażenie. 29-latek ma bowiem na koncie siedem powołań do Meczu Gwiazd oraz trzy nominacje do składów All-NBA. Co ciekawe, wiosną zapisał się też w historii ligi, wyrównując rekord Sleepy’ego Floyda pod względem liczby punktów w jednej połowie — 39 „oczek” w czwartym meczu półfinału Konferencji Wschodniej z Detroit. Warto przy tym przypomnieć, że do NBA trafił w 2017 roku z numerem 13 draftu, pierwotnie należącym do Denver, a następnie przekazanym do Utah.
Sygnał dla miasta i… dla LeBrona?
Na koniec pojawia się wątek, który może okazać się najważniejszy. Podpisując umowę wcześniej, Mitchell nie tylko zadeklarował lojalność, lecz również zachował klubowi elastyczność. Cavaliers pozostali bowiem około 20 milionów dolarów poniżej pierwszego progu podatkowego, dzięki czemu wciąż mogą walczyć na rynku o kolejne gwiazdy. Przede wszystkim mowa tu o LeBronie Jamesie, którego powrót do rodzinnego stanu insiderzy określają jako „scenariusz idealny”.
Co istotne, Mitchell ma w tych rozmowach realny głos. Jak podał Shams Charania, gwiazdor aktywnie doradza sztabowi w kwestii ruchów kadrowych i wspiera decyzje kierownictwa. Jednocześnie własną przyszłość w Cleveland rozważa James Harden, który odrzucił opcję zawodniczą na sezon 2026/27. W rezultacie rekordowy kontrakt Mitchella może być dopiero pierwszym z serii ruchów, dzięki którym Cavaliers spróbują zbudować zespół mogący realnie walczyć o tytuł.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










