Miami Heat rozpalili internet, po czym sami ugasili pożar. We wtorek na klubowym kanale YouTube pojawił się materiał zatytułowany „LeBron James Introductory Press Conference” z datą jeszcze w tym miesiącu. Kibice w mgnieniu oka uznali, że sprawa jest przesądzona – klub jednak błyskawicznie sprowadził wszystkich na ziemię.
Wpadka, która w minutę rozkręciła spekulacje
Sprawa wyglądała jak wyciek stulecia. Na profilu Heat zmaterializował się zaplanowany film o konferencji prasowej LeBrona Jamesa, a że 41-letni skrzydłowy wciąż nie ogłosił, gdzie zagra w kolejnym sezonie, social media natychmiast puściły wodze fantazji. W związku z tym w ciągu kilkunastu minut powstały dziesiątki teorii, według których „Król” miał już wybrać Florydę.
Tymczasem cała gorączka opierała się na zwykłej pomyłce. Klubowy dział mediów społecznościowych przygotował materiał na zapas – na wypadek, gdyby James rzeczywiście zdecydował się dołączyć do Heat tego lata – i przez nieuwagę udostępnił go publicznie.

Heat: to była zwykła pomyłka
Rzecznik Miami ostudził emocje jeszcze tego samego wieczoru. W rozmowie z dziennikarzem Anthonym Chiangiem z „Miami Herald” przedstawiciel klubu przyznał, że nagranie zostało upublicznione przez przypadek i nie ma żadnej wartości informacyjnej. Innymi słowy – filmik nie zwiastował niczego.
Warto dodać, że sama gotowość takiego materiału nikogo nie powinna dziwić. Kluby walczące o gwiazdę pokroju Jamesa rutynowo szykują pełny pakiet contentu, by w chwili ogłoszenia transferu wypuścić go od ręki. Dlatego istnienie nagrania to nie sygnał, lecz standard branżowej logistyki.
LeBron wciąż każe czekać całej lidze
Przypomnijmy, że miesiąc temu James ogłosił odejście z Los Angeles Lakers po ośmiu sezonach i zapowiedział, że 24. kampanię w NBA rozegra w nowych barwach. W rezultacie jego wolna ręka stała się tematem numer jeden w całej lidze – na tyle palącym, że na decyzję czekają nawet układający terminarz rozgrywek.
Agent gwiazdora, Rich Paul, po raz kolejny ostudził oczekiwania. Podczas poniedziałkowych wystąpień dał do zrozumienia, że nikt nie będzie poganiał jego klienta:
– Ci ludzie nic nie wiedzą. Sam nie wiem, kiedy zapadnie jego decyzja, ale może to być za 48 sekund. Może za 48 minut. Nie wiem. Powtarzam: nie da się sprawić, żeby ktoś wiedział coś, czego nie wie.
Co więcej, terminu nie zna podobno ani Paul, ani komisarz ligi Adam Silver. Prezydent Heat Pat Riley przyznał z kolei w poniedziałek, że klub chętnie sprowadziłby Jamesa z powrotem – to właśnie w Miami skrzydłowy sięgnął po dwa tytuły mistrzowskie w latach 2010–2014.
Kto realnie gra o Jamesa?
Stawka faworytów zawęziła się do kilku ekip. W wyścigu wymienia się przede wszystkim Cleveland Cavaliers, Miami Heat, Philadelphia 76ers oraz Golden State Warriors, natomiast na peryferiach pojawiają się także Minnesota Timberwolves. Dodatkowo w części raportów przewija się Denver. Mimo to żadna ze stron nie potwierdziła zaawansowanych rozmów, dlatego całą sytuację wciąż należy traktować jako otwartą.
Na razie zatem liga – podobnie jak kibice Heat we wtorkowy wieczór – pozostaje w trybie oczekiwania. Jedna rzecz jest pewna: kiedy James w końcu podejmie decyzję, nie dowiemy się o niej z przypadkowo wrzuconego nagrania.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










