Pierwsza porażka New York Knicks po 46 dniach absolutnej bezkarności w fazie pucharowej wywołała ogromne emocje nie tylko wśród kibiców, ale przede wszystkim w sztabie szkoleniowym. Trener nowojorczyków, Mike Brown, nie krył ogromnej frustracji podczas oficjalnej konferencji prasowej po zakończeniu Meczu nr 3 Finałów NBA 2026. 56-letni szkoleniowiec w ostrych słowach skrytykował decyzje arbitrów, zwracając uwagę na szokującą dysproporcję w egzekwowaniu rzutów wolnych w drugiej połowie spotkania.
Szokujący bilans na linii: 24 do 8 w drugiej połowie
Głównym zarzutem Browna wobec sędziów prowadzących poniedziałkowe starcie w Madison Square Garden był całkowity brak balansu w gwizdkach po przerwie. Podczas gdy koszykarze San Antonio Spurs seryjnie stawali na linii rzutów wolnych, gospodarze byli przez arbitrów traktowani niezwykle rygorystycznie.
„Trener Mitch Johnson i jego Spurs wygrali mecz, gratulacje dla nich” – zaczął z wyraźnym dystansem Mike Brown. „Nigdy jednak nie przypuszczałem, że będę siedział na konferencji w trakcie Wielkiego Finału NBA i oglądał sytuację, w której jeden zespół dostaje 24 rzuty wolne w drugiej połowie, a drugi zaledwie osiem. Nie uważam, żebym często narzekał na arbitrów czy kwestionował sprawiedliwość w kontekście liczby rzutów wolnych, ale to, co się stało, jest trudne do pojęcia”.
Szkoleniowiec dodał, że powtórka takiego scenariusza w kolejnym starciu postawi jego drużynę w beznadziejnym położeniu.
„To drastycznie obniży nasze szanse na sukces, jeśli w Meczu nr 4 sytuacja się powtórzy. Może i faulowaliśmy, ale oni też faulowali! Na parkiecie było mnóstwo czystych okazji, by odgwizdać przewinienia rywali i przynajmniej spróbować wyrównać te statystyki” – grzmiał opiekun Knicks.
Samokrytyka mimo pretensji: „Spurs zagrali świetnie, my słabo”
Mimo bardzo jednoznacznej oceny pracy sędziów, Mike Brown wykazał się profesjonalizmem i nie zamierzał ukrywać mankamentów w grze własnego zespołu. Knicks od początku meczu prezentowali się niezwykle chaotycznie, przegrywając pierwszą kwartę różnicą 11 punktów i seryjnie marnując czyste pozycje w decydującej, czwartej ćwiartce.
„Nie zagraliśmy dobrego spotkania. San Antonio z kolei zagrało świetnie. Mogły i powinny paść z naszej strony lepsze decyzje na parkiecie” – podsumował trzeźwo Brown.
Pomimo bolesnej przegranej 111:115, nowojorczycy w dalszym ciągu kontrolują stan rywalizacji, prowadząc w serii 2-1. Szansa na rehabilitację i postawienie rywali pod ścianą nadarzy się już w najbliższą noc ze środy na czwartek (11 czerwca) o godzinie 02:30 czasu polskiego, kiedy to w Madison Square Garden odbędzie się kluczowy Mecz numer 4.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










