NBA.com opublikowało obszerny wywiad z trójką dyrektorów ligi o drugim progu budżetowym, równowadze konkurencyjnej i kulisach budowy terminarza. Przy okazji ujawnili zaskakującą ciekawostkę: wariantów sezonowego rozkładu meczów jest więcej niż atomów we wszechświecie.
Czym właściwie jest drugi próg budżetowy
Rozmowę dla NBA.com przeprowadził dziennikarz Jeff Zillgitt z trójką dyrektorów ligi: Danem Rube’em, wiceprezesem i wicedyrektorem prawnym odpowiedzialnym za układ zbiorowy z zawodnikami, Jamesem Jonesem, byłym koszykarzem i menedżerem, dziś szefem działu operacji koszykarskich, oraz Evanem Waschem, odpowiedzialnym za strategię i rozwój rozgrywek. Rube wyjaśnił, że drugi próg to nowy, wprowadzony w ostatnim układzie zbiorowym pułap płacowy, który nakłada dodatkowe ograniczenia transakcyjne na kluby wydające najwięcej. Zespoły powyżej tego progu wciąż mogą przedłużać kontrakty własnych zawodników, ale tracą dostęp do tak zwanego wyjątku średniego szczebla przy podpisywaniu nowych graczy oraz możliwość łączenia kilku niżej opłacanych zawodników w jednej wymianie za gwiazdę.
Na nadchodzący sezon próg ten ustalono na poziomie 222 milionów dolarów, czyli 57 milionów ponad podstawowy limit płac (165 mln) lub 20 milionów ponad próg podatkowy (200 mln). Warto dodać, że historycznie rzecz biorąc, rocznie zaledwie dwa lub trzy kluby w całej lidze wydawały na tyle dużo, by w ogóle wpaść w ten najwyższy przedział.
Cel: wyrównanie szans, a nie oszczędności właścicieli
Rube podkreślił, że nadrzędnym celem nowych przepisów jest ograniczenie przewagi konkurencyjnej, jaką od lat budowała garstka najbogatszych klubów, kosztem wyrównania szans dla całej reszty stawki. Zaznaczył przy tym stanowczo, że rozpowszechniony pogląd, jakoby drugi próg miał służyć oszczędnościom właścicieli lub obniżeniu zarobków zawodników, jest błędny. Zawodnicy wciąż otrzymują dokładnie 51% przychodów ligi, niezależnie od tego, jak rozkłada się wydawanie pieniędzy między kluby. Aby zrównoważyć nowe ograniczenia na szczycie, liga jednocześnie podniosła minimalny budżet drużynowy, rozszerzyła wyjątki płacowe przy podpisywaniu kontraktów i wymianach, złagodziła zasady przedłużania umów oraz obniżyła stawki podatkowe dla klubów wydających powyżej progu podatkowego, ale wciąż poniżej drugiego apronu. Efektem, jak przyznał Rube, jest realnie malejąca dysproporcja budżetowa w całej lidze.
Ciekawostka: osiem różnych mistrzów w osiem lat
Zapytany o widoczne efekty nowego systemu, James Jones zwrócił uwagę na rosnący entuzjazm wśród samych zawodników, dla których świadomość realnej szansy na mistrzostwo jest największą motywacją. Przypomniał przy tym uderzającą statystykę: w ciągu ostatnich ośmiu sezonów NBA miała ośmiu różnych mistrzów, a żadna drużyna nie zagrała w dwóch finałach z rzędu od czasu Golden State Warriors w latach 2018 i 2019. Zdaniem Jonesa to nie osłabia wartości tytułu, wręcz przeciwnie: każdy klub, któremu udaje się wygrywać wielokrotnie w tak wyrównanej erze, zasługuje na jeszcze większe uznanie. Zaznaczył jednocześnie, że celem ligi nigdy nie było utrudnianie powstawania dynastii, lecz zapewnienie, by każdy zespół, niezależnie od metody budowy składu, miał uczciwą szansę na rywalizację.

Terminarz jako największy problem matematyczny świata
Najbardziej zaskakującą część rozmowy dostarczył jednak Evan Wasch, opisując proces układania rocznego terminarza dla 30 drużyn i 1230 meczów rozłożonych na około 180 wieczorów. Jak podkreślił:
Można to postrzegać jako efektywnie największy problem matematyczny świata.
Liczba możliwych kombinacji takiego rozkładu, jak wyliczono kiedyś na potrzeby ligi, przewyższa liczbę atomów we wszechświecie. Za samą optymalizację odpowiada zewnętrzna firma Fast Break, korzystająca z metody programowania z ograniczeniami, w ramach której co roku zapisywanych jest ponad trzy tysiące reguł i priorytetów, od unikania gier dzień po dniu po ograniczanie liczby przelotów. Punktem wyjścia całego procesu są jednak zawsze najważniejsze okna telewizyjne: dzień i tydzień inauguracyjny, Boże Narodzenie, Dzień Martina Luthera Kinga czy NBA Cup. To zaledwie około sześćdziesiąt terminów w całym sezonie, do których trzeba wybrać najbardziej atrakcyjne zespoły, a przy zaledwie dziesięciu dostępnych miejscach w Boże Narodzenie, decyzje bywają wyjątkowo trudne.
LeBron zaważył na budowie terminarza
Wasch przyznał wprost, że tegoroczne opóźnienie w budowie terminarza miało bezpośredni związek z decyzją LeBrona Jamesa. Nie chodziło o to, że to akurat on zmieniał klub, bo gwiazdorskie transfery zdarzają się każdego lata, lecz o wyjątkowo późny moment ogłoszenia wyboru, przypadający dopiero na koniec lipca, znacznie później niż zwykle mają miejsce tego typu decyzje. Ponieważ terminarz buduje się właśnie wokół najatrakcyjniejszych, potencjalnie najciekawszych spotkań, takich jak powrót gwiazdy do dawnego miasta, każdy dzień zwłoki komplikował planowanie podróży zamorskich oraz układanie reszty harmonogramu telewizyjnego wokół tego jednego, kluczowego meczu.
Dwanaście lat przy jednej łamigłówce
Wasch zdradził też ciekawy, osobisty szczegół: terminarzem NBA zajmuje się już od dwunastu, trzynastu lat, a mimo to nigdy nie trafiły mu się dwa identyczne pod względem wyzwań sezony. Wymienił kolejne przełomy ostatniej dekady: wprowadzenie optymalizacji komputerowej, wydłużenie sezonu zasadniczego o tydzień w układzie zbiorowym z 2017 roku, dwa sezony przerywane pandemią, dodanie turnieju Play-In, a później NBA Cup, oraz nowe umowy medialne. Każdy z tych elementów wymagał, jego zdaniem, nauczenia się procesu od nowa.
Warto dodać, że tegoroczny terminarz i tak przyniósł kibicom wyjątkowo smaczny prezent na koniec roku. Jak informuje sama liga, w Boże Narodzenie dojdzie między innymi do rewanżu za ostatnie finały NBA, gdy broniący tytułu New York Knicks podejmą u siebie San Antonio Spurs, podczas gdy tego samego dnia LeBron James wróci do Los Angeles w koszulce Philadelphii 76ers.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










