Guerschon Yabusele po raz drugi pożegnał się z NBA i podpisał trzyletni kontrakt z Panathinaikosem AKTOR. W rozmowie z hiszpańskim dziennikiem AS 30-letni Francuz wyjaśnił, dlaczego nie widział dla siebie miejsca w rotacji New York Knicks. Warto dodać, że to właśnie jego lutowy transfer uruchomił ciąg zdarzeń, który zaprowadził do Nowego Jorku Jeremy’ego Sochana.
Dlaczego Yabusele zdecydował się opuścić NBA?
Decyzja nie zapadła z dnia na dzień. Yabusele przyznał, że konsultował ją w wąskim gronie i długo się nad nią zastanawiał.
Rozmawiałem z żoną, z agentami i ze swoim mentorem. To była ważna decyzja, nie podjąłem jej łatwo.
Kluczowy okazał się jednak inny argument. Francuz nie chciał powtórzyć scenariusza, który obserwował u swoich rodaków siedzących latami na ławce za oceanem.
Wolę być tym, kto podejmuje taką decyzję.
Co usłyszał od Mike’a Browna?
Najmocniejszy fragment wywiadu dotyczy rozmowy z trenerem Knicks. Mike Brown miał przedstawić swój podział minut wprost, natomiast Francuz szybko policzył, ile z tego zostaje dla niego.
Wyjaśnił, że chce, aby każdy z pięciu graczy pierwszej piątki grał po 38 minut, plus Mitch ze swoimi 26.
Co więcej, w tym wyliczeniu w ogóle nie padły nazwiska pozostałych zawodników rotacji, między innymi Jordana Clarksona. W konsekwencji Yabusele zrozumiał, że czeka go bardzo trudny sezon. Dodatkowo opisał presję towarzyszącą grze w Nowym Jorku, gdzie po dwóch czy trzech słabszych występach kibice zaczynają domagać się wymiany zawodnika.
Jak transfer Yabusele’a otworzył drzwi Jeremy’emu Sochanowi?
Tu dochodzimy do wątku, którego dla polskiego czytelnika jest najważniejszy. Yabusele podpisał latem 2025 roku dwuletnią umowę z Knicks, z pensją 5,5 mln dolarów i opcją zawodnika na sezon 2026/27. Właśnie ta opcja blokowała nowojorczykom rynek, ponieważ, jak informował Michael Scotto z HoopsHype, żaden klub nie chciał jej przejąć.
Przełom nastąpił, gdy Chicago Bulls obiecało Francuzowi realne minuty. Dzięki temu Yabusele zrezygnował z opcji, a jego kontrakt powędrował do Chicago w zamian za wygasającą umowę Dalena Terry’ego. Następnie Knicks dołożyli do Terry’ego dwa wybory 2. rundy oraz gotówkę i sprowadzili José Alvarado. W konsekwencji uwolnili też miejsce w składzie, które po deadline’ie zajął Jeremy Sochan, zwolniony 11 lutego przez San Antonio Spurs i zakontraktowany dwa dni później.
Ironia tej historii jest podwójna. Francuz odszedł z Nowego Jorku po minuty i rzeczywiście je dostał, notując w Chicago 10,0 pkt oraz 5,7 zb. przy 24,7 min. Sochan z kolei przyjechał do Knicks dokładnie po to samo, a otrzymał zaledwie 6,9 min w 16 spotkaniach sezonu zasadniczego. Tyle że to Polak wrócił do domu z mistrzowskim pierścieniem, i to po finale przeciwko swojej byłej drużynie.
Jak wyglądała droga Yabusele’a przez ostatnie lata?
Kariera Francuza to jeden z ciekawszych europejskich powrotów ostatniej dekady. Boston Celtics wybrali go w pierwszej rundzie draftu 2016, jednak w NBA rozegrał wtedy tylko dwa sezony. Następnie trafił do Realu Madryt, gdzie spędził trzy lata, a przepustką do powrotu za ocean okazały się igrzyska w Paryżu, gdzie Francja zdobyła srebro, a on sam wsławił się wsadem na LeBronie Jamesie.
Powrót do NBA rozpoczął się dobrze, ponieważ w Philadelphii 76ers notował 11,0 pkt, 5,6 zb. i 2,1 as. w 27,1 min. Kolejne dwanaście miesięcy przyniosło jednak rozczarowanie w Nowym Jorku i awaryjny reset w Chicago. Wszystkie transfery tego lata zbieramy w naszej karuzeli transferowej.
Co Yabusele powiedział o Wembanyamie?
Przy okazji Francuz odniósł się do formy reprezentacyjnego kolegi. Jego zdaniem Victor Wembanyama wciąż jest daleko od swojego sufitu, a każde kolejne lato przynosi w jego grze nowy element.
To problem, który pozornie nie ma rozwiązania.










