Baskonia Vitoria-Gasteiz dokonała niemożliwego. Po dramatycznym finale, w którym odrobiła straty w czwartej kwarcie, pokonała faworyzowany Real Madryt 100:89. To siódmy Puchar Króla w historii klubu z Kraju Basków i pierwszy taki triumf od 2009 roku. Absolutnym bohaterem wieczoru został Trent Forrest, któremu zabrakło zaledwie jednej zbiórki do skompletowania historycznego triple-double.
Królewscy pod ścianą w decydującej kwarcie
Przez ponad 30 minut to Real Madryt dyktował warunki gry. „Los Blancos” kontrolowali tempo spotkania i przed wejściem w finałową odsłonę prowadzili 72:67. Baskonia, znana ze swojej waleczności, nie zamierzała jednak składać broni. Sygnał do ataku dał Eugene Omoruyi, który cztery minuty po rozpoczęciu czwartej kwarty trafił kluczową „trójkę”, doprowadzając do remisu 79:79.
W końcówce meczu oglądaliśmy wymianę ciosów na najwyższym poziomie, ale to ekipa z Vitorii zachowała więcej zimnej krwi. Przy stanie 87:86 Baskonia zanotowała kluczowy run 5:0. Punkty Trenta Forresta i Markusa Howarda wyprowadziły zespół na sześcio punktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końcowej syreny.
Trent Forrest o krok od historii
Choć Timothe Luwawu-Cabarrot był najskuteczniejszym graczem na parkiecie (28 punktów), to statuetka MVP turnieju trafiła do rąk Trenta Forresta. Rozgrywający Baskonii rozegrał mecz życia, notując 22 punkty, 11 asyst i 9 zbiórek.
Defensywa Realu nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na jego wejścia podkoszowe i kreowanie pozycji kolegom. W kluczowych momentach Baskonię wsparli również Mamadi Diakite swoimi blokami oraz Markus Howard, który w najważniejszym posiadaniu meczu odpowiedział na trafienie Mario Hezonji, pieczętując historyczny sukces.
Baskonia: Timothe Luwawu-Cabarrot 28, Eugene Omoruyi 23, Trent Forrest 22 (9 zb., 11 ast.), Markus Howard 12.
Real Madryt: Andres Feliz 15 (9 zb.), Mario Hezonja 15, Facundo Campazzo 14, Theo Maledon 12, Walter Tavares 9.











