Kevin Durant nie ukrywał emocji po zwycięstwie nad Phoenix Suns. Trafienie na sekundę przed końcem i wygrana z byłą drużyną miały dla niego szczególne znaczenie – zwłaszcza po tym, jak poczuł się w Arizonie kozłem ofiarnym.
Kevin Durant udowodnił, dlaczego od lat nosi przydomek Slim Reaper. Decydujący rzut na sekundę przed końcem „zabił” jego były zespół, a sam zawodnik przyznał po meczu, że zwycięstwo nad Phoenix Suns sprawiło mu ogromną satysfakcję.
„Zdecydowanie. To bolało”
Zapytany o emocje związane z rywalizacją przeciwko byłej drużynie, Durant nie próbował niczego łagodzić.
– Zdecydowanie. To miejsce, z którego nie chciałem odchodzić. Po raz pierwszy – nie chcę brzmieć zbyt dramatycznie, ale tak właśnie było – zostałem wyrzucony z jakiegoś miejsca – powiedział Durant.
Latem tego roku skrzydłowy trafił do Houston Rockets w ramach głośnej wymiany z Phoenix Suns, w której do Arizony powędrowali Dillon Brooks oraz Jalen Green.
„Zrobili ze mnie kozła ofiarnego”
Durant nie ukrywał, że sposób jego odejścia z Phoenix pozostawił w nim spory żal.
– Dobrze jest grać przeciwko drużynie, która wyrzuciła cię z budynku i zrobiła z ciebie kozła ofiarnego wszystkich swoich problemów – przyznał.
– Bolało, bo włożyłem w Suns cały swój wysiłek, serce i zaangażowanie – dla klubu, dla Phoenix i całej Arizony. Ale taki jest biznes, taka jest ta liga. Kiedy grasz przeciwko byłej drużynie, masz ten dodatkowy ciężar na barkach – dodał Durant
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










