AS Monaco całkowicie zdominowało FC Barcelonę w Palau Blaugrana, wygrywając 90:74 i kończąc 2025 rok w imponującym stylu. Zespół prowadzony przez Vassilisa Spanoulisa kontrolował mecz od pierwszych minut, notując kolejne prestiżowe zwycięstwo w Eurolidze.
Ostatni mecz roku zawsze ma wyjątkowy charakter, ale trudno wyobrazić sobie lepsze zakończenie niż wyjazdowe rozbicie Barcelony. AS Monaco pokonało kataloński zespół 90:74, poprawiając bilans na 12–7 po dwóch kolejnych zwycięstwach z Realem Madryt i Barçą. FC Barcelona również ma teraz bilans 12–7, po dwóch porażkach z rzędu.
Dominacja od pierwszej minuty
Goście od samego początku narzucili tempo gry i szybko zaznaczyli swoją przewagę. Wynik 22:13 po pierwszej kwarcie był dopiero początkiem problemów Barcelony, bo z każdą minutą przewaga Monaco systematycznie rosła.
Dzięki znakomitej defensywie oraz świetnym fragmentom kluczowych zawodników, takich jak Nikola Mirotić i Kevarrius Hayes, Monaco schodziło na przerwę z prowadzeniem 47:30.
MVP po stronie gości
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Monaco było o dwa kroki przed rywalem, a nawet wyrzucenie z boiska Xavi Pascual po dwóch kolejnych przewinieniach technicznych nie wpłynęło na przebieg spotkania. Rozpoczynając czwartą kwartę przy stanie 69:53, drużyna Vassilis Spanoulis miała już tylko jedno zadanie – spokojnie kontrolować wydarzenia na parkiecie, z czym poradziła sobie bez większych problemów.
Najlepszym strzelcem gości był Mike James (15 punktów), jednak tytuł MVP spotkania trafił do Kevarriusa Hayesa, który zanotował 14 punktów i 5 zbiórek.
Po stronie Barcelony wyróżnił się Darío Brizuela z 25 punktami, a wartościowe minuty dał również Miles Norris (14 punktów). Katalończycy wyraźnie odczuli jednak brak skuteczności Kevin Punter, który zakończył mecz z zaledwie 8 punktami, trafiając 2 z 12 rzutów z gry.
fot. Eurohoops.net










