Partizan Mozzart Bet Belgrad przeżywa najtrudniejszy moment w swojej historii w Eurolidze. Siedem kolejnych porażek, bilans punktowy -170 i zaledwie 4 503 kibiców na trybunach podczas meczu z Olympiakosem – liczby mówią same za siebie.
Partizan Mozzart Bet Belgrade znajduje się w głębokim kryzysie sportowym. W środowy wieczór w hali Pionir Hall serbski zespół przegrał aż 66:104 z Olympiacosem Piraeus, notując siódmą z rzędu porażkę w Eurolidze – najdłuższą taką serię w historii klubu na tym poziomie rozgrywek.
Historycznie zła seria
Porażka różnicą 38 punktów tylko uwypukliła skalę problemów Partizana. W ciągu siedmiu ostatnich meczów euroligowych zespół został ograny łącznie różnicą 170 punktów, co daje średnio aż 24 punkty straty na spotkanie.
Seria rozpoczęła się jeszcze pod wodzą Mirko Ocokoljicia po odejściu Željko Obradovicia, a następnie była kontynuowana już za kadencji Joana Peñarroya. W tym czasie Partizan przegrał kolejno z Virtusem, Žalgirisem, Maccabi, Valencią, Monaco, Barceloną i Olympiakosem.
Frekwencja, która boli równie mocno
Środowy mecz zapisał się w historii klubu nie tylko wynikiem. Na trybunach Pioniru pojawiło się jedynie 4 503 kibiców – co bardzo prawdopodobnie jest najniższą frekwencją Partizana w meczu Euroligi w historii.
Vezenkov bezlitosny
Po stronie Olympiakosu brylował Sasha Vezenkov, który zanotował 25 punktów, 7 zbiórek i wskaźnik EFF na poziomie 32. Z kolei Duane Washington Jr. zdobył 28 punktów – najlepszy wynik w swojej karierze – lecz nie miał wsparcia, które mogłoby zmienić losy spotkania.
Dla Olympiakosu była to najwyższa wygrana w obecnym sezonie, dla Partizana – najniższy dorobek punktowy (66) w tych rozgrywkach. Kryzys w Belgradzie trwa i na ten moment nie widać jego końca.










