Trener Golden State Warriors Steve Kerr zapewnia, że konflikt z Draymondem Greenem, do którego doszło w trakcie poniedziałkowego meczu, jest już zamkniętym rozdziałem. Obaj panowie odbyli szczerą rozmowę, przeprosili siebie nawzajem oraz drużynę, a szkoleniowiec wziął na siebie pełną odpowiedzialność za eskalację sytuacji.
„To nie był mój najlepszy moment”
Jak informuje Taylor Wirth z NBC Sports Bay Area, Kerr przyznał w środę, że poniósł porażkę w roli lidera, reagując zbyt emocjonalnie podczas przerwy na żądanie w trzeciej kwarcie wygranego spotkania z Orlando.
– Szczerze mówiąc… poniedziałkowy wieczór nie był moją najlepszą chwilą. To był moment, w którym powinienem zachować spokój w huddle – powiedział Kerr. – Żałuję swojego zachowania w tej wymianie zdań. Przeprosiłem Draya, on przeprosił mnie, obaj przeprosiliśmy drużynę. Takie rzeczy się zdarzają. Zwłaszcza gdy masz do czynienia z dwoma niezwykle rywalizującymi osobami, jak Dray i ja. Przez 12 lat naszej współpracy zdarzało się to od czasu do czasu. Nie jestem z tego dumny. Ale odbyliśmy świetną rozmowę.
Relacja jak w rodzinie
Kerr podkreślił, jak ważna jest dla niego relacja z Greenem – nie tylko sportowa, ale i osobista.
– Bardzo zależy mi na Draymondzie. Nasza relacja jest jak w rodzinie. A w rodzinie są wzloty i upadki. Moim głównym celem jest to, żeby zakończył karierę jako zawodnik Warriors – z nami, walcząc – metaforycznie, nie dosłownie – i rywalizując razem, aż obaj skończymy. Wierzę, że tak się stanie. Wierzę w Draymonda, wierzę w siebie i w to, co budowaliśmy przez ostatnie 12 lat – dodał szkoleniowiec.
Do spięcia doszło podczas przerwy na żądanie w trzeciej kwarcie. Green w pewnym momencie opuścił ławkę rezerwowych i udał się do szatni, by – jak określono – „ochłonąć”. Później wrócił, jednak Kerr nie wpuścił go już na parkiet.
Statystyki pod lupą i spekulacje transferowe
Zdarzenie natychmiast odnowiło spekulacje transferowe wokół Greena, który w tym sezonie nie prezentuje swojej zwyczajowej formy. Skrzydłowy trafia zaledwie 40,9% rzutów z gry i 32,7% zza łuku, notując średnio 8,1 punktu na mecz – niemal punkt mniej niż rok temu. Największy niepokój budzi jednak spadek jego wpływu na grę zespołu: 5,1 asysty przy aż 3,1 straty na spotkanie.
Kerr ponownie zaznaczył jednak, że nie wyobraża sobie zakończenia tej długiej współpracy.
– Jedną z rzeczy, które kocham w Draymondzie, jest jego lojalność – powiedział trener. – Jest lojalny wobec Warriors. Wobec mnie. Wobec Stephena Curry’ego. Chce być tutaj przez całą karierę. Ja nie chcę niczego bardziej. Kocham Draya, kocham wszystko, co znaczył dla mnie, dla organizacji, dla Bay. To skomplikowany gość – sam by się z tym zgodził. Jest bardzo złożony. Ale jednocześnie bezgranicznie lojalny i pełen pasji. I będę za nim stał murem tak długo, jak długo będę go tutaj trenował. Szczerze mówiąc, zrobiłbym to nawet za 20 lat, gdy już nie będziemy razem pracować. Tak silnie to czuję.
„Gasnąca dynastia” i trudna rzeczywistość
Obecny sezon jest dla Warriors wyjątkowo wymagający. Kerr sam określił zespół mianem „gasnącej dynastii”. To jedna z najstarszych drużyn w lidze, oparta na Greenie, Stephenie Currym i Jimmy’m Butlerze, a wiek coraz wyraźniej daje się we znaki. Bilans 15–15 oznacza trudną drogę do czołowej szóstki Zachodu i realne ryzyko kolejnego występu w turnieju play-in.
Mimo to szkoleniowiec nie obawia się, że konflikt z Greenem będzie długotrwałym problemem, i wierzy w pozytywny impuls przed świątecznym meczem z Dallas.
– Dynamika wewnątrz drużyny zawsze istnieje, przez cały sezon – w każdym zespole – podsumował Kerr. – Rolą trenera i liderów jest pomóc zawodnikom przejść przez takie momenty. Mamy problemy jak każdy. Ale musimy je rozwiązywać. Wierzę, że to był duży krok w tym kierunku. Czuję się bardzo dobrze z tym, gdzie jesteśmy na parkiecie i dokąd zmierzamy. Widzę potencjał, by zrobić dokładnie to, co w zeszłym roku – ruszyć z miejsca i dać sobie realną szansę
fot. YouTube
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










