Chicago Bulls mogą wkrótce stracić jednego ze swoich młodych graczy. Trentyn Flowers, skrzydłowy Byków występujący na kontrakcie two-way, wzbudza ogromne zainteresowanie czołowych programów akademickich w USA. Wszystko za sprawą coraz bardziej elastycznego podejścia NCAA do kwestii uprawnień byłych zawodników G League i NBA.
Czołówka NCAA ustawia się w kolejce
Jak informuje Joe Tipton z On3, zainteresowanie Flowers’em wyraziły m.in. takie uczelnie jak Kentucky Wildcats, Michigan Wolverines, BYU Cougars, Kansas Jayhawks, Washington, Texas Tech, Florida, USC, LSU, SMU, Indiana oraz Clemson. Skala zainteresowania pokazuje, jak wysoko oceniany jest potencjał 20-letniego skrzydłowego.
Od Louisville do NBA
Flowers był zawodnikiem klasy 2023 i początkowo zobowiązał się do gry dla Louisville. Po spędzeniu części lata z Cardinals podjął jednak decyzję o rezygnacji z koszykówki akademickiej i obraniu ścieżki profesjonalnej. Podpisał kontrakt z Adelaide 36ers w australijskiej lidze NBL, a następnie spróbował swoich sił w NBA.
Nie został wybrany w drafcie 2024, ale później związał się kontraktem two-way z Los Angeles Clippers. W barwach Clippers rozegrał sześć meczów NBA, większość sezonu spędzając jednak w G League. Po zwolnieniu trafił w październiku 2025 roku do Chicago Bulls – również na umowę two-way.
Statystyki i rola w tym sezonie
W obecnych rozgrywkach Flowers wystąpił w dwóch meczach NBA, notując średnio 2,0 punktu w 3,0 minuty na parkiecie. Łącznie ma za sobą 30 spotkań w G League, rozdzielonych pomiędzy Windy City Bulls i San Diego Clippers.
Nowe realia, nowe możliwości
NCAA w ostatnim czasie dopuściła możliwość odzyskania uprawnień przez niektórych byłych graczy G League, co otworzyło drzwi do rozmów z zawodnikami posiadającymi kontrakty two-way. Przypadek Flowersa jest jednak bardziej skomplikowany – skrzydłowy ma już na koncie realne minuty w NBA, a tacy gracze nie otrzymali jeszcze zielonego światła od NCAA.
Mimo to temat przestaje być abstrakcją. Najlepszym przykładem jest ostatni ruch Baylor Bears, które pozyskało byłego zawodnika, wybranego w drafcie NBA – Jamesa Nnaji. To sygnał, że granica między koszykówką akademicką a profesjonalną coraz bardziej się zaciera.










