Kiedy Draymond Green zabiera głos w sprawie nagród indywidualnych, cała liga nadstawia uszu. Po środowym zwycięstwie Golden State Warriors nad Brooklyn Nets (109:106), weteran NBA wygłosił płomienne przemówienie na temat Victora Wembanyamy i jego walki o statuetkę MVP. Green nie gryzł się w język – uderzył w media, ekspertów i sam sposób, w jaki oceniamy współczesny basket.
„Nienawidziłem tego… i absolutnie to pokochałem”
Draymond odniósł się do niedawnych słów Wembanyamy, który publicznie wyliczył argumenty za swoją kandydaturą, przypominając światu, że defensywa stanowi połowę dyscypliny. Green, sam będący defensywnym geniuszem, poczuł w tych słowach bratnią duszę.
„Wemby powiedział: »Defensywa to 50% gry«. I nagle wszyscy: »Och, naprawdę?«. Nikt wcześniej nie zauważył, że połowa czasu, który spędzamy na parkiecie, odbywa się po tej stronie boiska?” – ironizował Green.
Lider Warriors dodał, że to „oskarżenie pod adresem koszykówki”, iż zawodnik kalibru Victora musi sam upominać się o uznanie swoich zasług w obronie, podczas gdy u innych graczy, jak np. Luka Dončić, wytyka się każdy błąd po tej stronie parkietu.
Prawo do bycia dumnym
Green pochwalił 22-letniego Francuza za to, że nie chowa się za fałszywą skromnością. Wspomniał zeszłoroczny przykład Evana Mobley’a, który według niego dostał nagrodę DPOY dopiero wtedy, gdy sam zaczął o nią zabiegać w mediach.
„Chylę czoła przed Wemby’m, że usiadł tam i powiedział: »Oto dlaczego to ja powinienem wygrać«. Nie założył, że sami na to wpadną. Bo nie wpadną. Jeśli im nie pomożesz zobaczyć… do diabła, oni po prostu nic nie widzą” – podsumował Draymond.











