W Nowym Jorku wrze. Po bolesnej porażce 108:109 z Atlantą Hawks w meczu nr 3, głównym tematem nie jest sama przegrana, ale odważna – i dla wielu kontrowersyjna – decyzja trenera Mike’a Browna. Szkoleniowiec Knicks zdecydował się niemal całkowicie zrezygnować z usług Mikala Bridgesa w drugiej połowie meczu, który mógł przechylić szalę serii na korzyść nowojorczyków.
„Zaufałem flow gry” – Mike Brown odpiera zarzuty
Bridges, sprowadzony do Knicks jako kluczowy element defensywnej układanki, przeżył w Atlancie prawdziwy koszmar. Mike Brown, zamiast trzymać się nazwiska, postawił na zawodników, którzy „czuli” grę w danej chwili.
„Nie martwię się o niego. Biorąc pod uwagę to, jak toczył się mecz, nasze serie punktowe i kombinacje, które testowałem, po prostu poszedłem w stronę tego, czego gra wymagała w tamtym momencie. Mikal to zawodowiec, grał w setkach meczów, poradzi sobie. Ale dzisiaj gra wymagała czegoś innego i taką decyzję podjąłem” – wyjaśnił Brown na konferencji prasowej.
Decyzja trenera była poparta brutalną statystyką. Bridges w 21 minut nie zdobył ani jednego punktu, zanotował 4 straty i zakończył mecz z katastrofalnym wskaźnikiem -26 – najgorszym w zespole.











