Środowy wieczór w Stambule przyniósł emocje, których nie powstydziłby się finał rozgrywek. W meczu 36. rundy Euroligi Efes pokonało Partizan Belgrad 79:72, kładąc kres imponującej serii sześciu zwycięstw z rzędu ekipy z Serbii. Choć dla Turków był to ostatni mecz przed własną publicznością w tym sezonie, fani zapamiętają go na długo – głównie dzięki powrotowi legendy.
Larkin wraca, Loyd dominuje
Największym wydarzeniem wieczoru był powrót Shane’a Larkina, który pojawił się na parkiecie po raz pierwszy od 12. rundy. Lider Efesu zdobył 9 punktów, trafiając kluczowe rzuty z dystansu w regulaminowym czasie gry. Jednak to Jordan Loyd był absolutnym katem Partizana, rzucając 24 punkty i przejmując kontrolę nad meczem w decydujących momentach.
Dogrywka pełna napięcia
Mecz rozpoczął się od minuty ciszy ku czci zmarłego legendarnego trenera Partizana, Duško Vujoševicia. Samo spotkanie było niezwykle wyrównane – na 4 sekundy przed końcem czwartej kwarty Carlik Jones zachował zimną krew na linii rzutów wolnych, doprowadzając do dogrywki (65:65). W doliczonym czasie gry to jednak gospodarze okazali się bardziej opanowani, skutecznie egzekwując rzuty wolne i pieczętując zwycięstwo.
ANADOLU EFES vs PARTIZAN BELGRAD (79:72 OT)
Statystyczne podsumowanie starcia, które zatrzymało marsz ekipy Željko Obradovicia.
Co to oznacza dla tabeli?
Dla Anadolu Efes (bilans 11-25) to zwycięstwo ma wymiar prestiżowy – pozwala godnie pożegnać się z własną halą w tym sezonie Euroligi. Z kolei Partizan (15-21) skomplikował swoją sytuację w walce o wyższe rozstawienie, spadając na 15. miejsce. W następnej kolejce ekipa z Belgradu podejmie Zalgiris, podczas gdy Efes uda się na spotkanie z Dubajem.











