W świecie europejskiej koszykówki Errick McCollum znany jest z dwóch rzeczy: seryjnego zdobywania punktów i bezkompromisowej szczerości. Tym razem weteran Galatasaray (obecnie 38-letni) w podcaście EuroInsiders odpalił prawdziwą bombę, uderzając w fundamenty kultu legend EuroLigi. Według niego Amerykanie grający na Starym Kontynencie muszą mierzyć się z podwójnymi standardami, których ofiarą pada m.in. dzisiejsza gwiazda Panathinaikosu, Kendrick Nunn.
„Brak litości dla Amerykanów”
McCollum twierdzi, że media i kibice w Europie wykazują naturalne faworyzowanie lokalnych graczy, podczas gdy obcokrajowcy z USA są traktowani jak „najemnicy do zadań specjalnych”.
„Europejscy zawodnicy są niezwykle utalentowani, ale od razu znajdują się pod specjalnym nadzorem, co oznacza, że publiczność wykazuje wobec nich ogromną tolerancję, gdy grają słabo. Kiedy jednak przyjeżdża Amerykanin, nie ma mowy o litości. Nie czuje się tej głęboko zakorzenionej miłości do graczy z USA” – grzmi McCollum.
Najmocniejszym punktem jego argumentacji było porównanie Vassilisa Spanoulisa do Kendricka Nunna. McCollum zauważa, że Grek jest uznawany za „GOAT-a” (najlepszego wszech czasów) ze średnią kariery na poziomie 13 punktów. Twierdzi jednak, że gdyby Nunn przy swoich zarobkach rzucał tyle samo, nikt nie wymieniłby go w gronie największych.
PORÓWNANIE KRYTERIÓW: GOAT vs „TYLKO GWIAZDA”
Poniższa tabela ilustruje argumentację McColluma dotyczącą różnic w postrzeganiu sukcesów i statystyk w EuroLidze.
Czy Spanoulis to tylko liczby?
Oczywiście, fani Olympiakosu i Panathinaikosu natychmiast przypomną, że wielkość „Kill Billa” nie polegała na rzucaniu 30 punktów co mecz, ale na byciu „mordercą” w ostatnich dwóch minutach finałów. Jednak McCollum trafia w czuły punkt: oczekiwania wobec graczy z NBA są często niemożliwe do spełnienia. Muszą być liderami punktowymi, asystentami i duszami towarzystwa, by otrzymać choć ułamek szacunku, jaki mają lokalni herosi.











