San Antonio Spurs oficjalnie wrócili na mapę ligowej elity. Po emocjonującym, wyjazdowym zwycięstwie nad Toronto Raptors (110:107), podopieczni Mitcha Johnsona przypieczętowali swoją dziesiątą wygraną z rzędu. To wyczyn, którego w Teksasie nie oglądano od dekady, a dokładnie od sezonu 2015/16, kiedy barwy klubu reprezentował jeszcze legendarny Tim Duncan.
Wielki powrót w Toronto i defensywna ściana „Wemby’ego”
Środowe starcie w Kanadzie nie należało do łatwych, ale Spurs po raz kolejny pokazali charakter w decydującej fazie sezonu regularnego, odrabiając straty w końcówce spotkania. Ofensywę gości napędzał Devin Vassell, zdobywca 21 punktów, którego dzielnie wspierał De’Aaron Fox z dorobkiem 20 „oczek”.
Kluczową rolę w defensywie odegrał jednak Victor Wembanyama. Choć Francuz zanotował tym razem skromniejsze 12 punktów i 8 zbiórek, to całkowicie zdominował strefę podkoszową, notując 5 potężnych bloków, które wybiły Raptors z rytmu w kluczowych momentach meczu.
Duch sezonu 2015/16 unosi się nad San Antonio
Ostatni raz tak imponującą serię zwycięstw Spurs zaliczyli 10 lat temu. Wówczas zespół prowadzony przez Duncana, Parkera i Ginobiliego wykręcił rekordowy dla franczyzy bilans 67 zwycięstw w sezonie regularnym. Choć tamta kampania zakończyła się bolesną porażką w półfinale Konferencji Zachodniej z OKC Thunder, obecna ekipa buduje fundamenty pod zupełnie nową, równie obiecującą przyszłość.
Wembanyama w swoim drugim sezonie w NBA notuje statystyki na poziomie MVP:
• 23,8 punktu (przy 59,3% skuteczności z gry)
• 11,1 zbiórki
• 2,8 bloku na mecz
Czy obecna seria dziesięciu zwycięstw to tylko zapowiedź długiego marszu w Playoffs? Czas pokaże, czy „Wemby” zdoła nawiązać do sukcesów swoich wielkich poprzedników jeszcze w tym roku.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.











