Faza play-off to czas bezwzględnej walki, w której każdy gest lidera jest brany pod lupę. Przekonał się o tym Anthony Edwards. Gwiazdor Minnesota Timberwolves znalazł się w ogniu krytyki po tym, jak w czwartej kwarcie meczu numer 6… podszedł do ławki San Antonio Spurs, by pogratulować im awansu. Do końca spotkania pozostawało wówczas jeszcze osiem minut.
Zachowanie lidera „Wilków” wywołał ogromne kontrowersje w amerykańskich mediach. Timberwolves przegrywali w tamtym momencie bezdyskusyjnie (mecz zakończył się wynikiem 139:109 dla Spurs), a Edwards znajdował się już poza rotacją na parkiecie, jednak trzykrotny mistrz NBA i legenda Miami Heat, Udonis Haslem, nie zostawił na nim suchej nitki podczas pomeczowej analizy na antenie Prime Video.
„Jako lider szatni nie pokazałbym takiej słabości”
Haslem, znany ze swojego bezkompromisowego podejścia do dyscypliny i mentalności wojownika, podkreślił, że zachowanie Edwardsa było niedopuszczalne dla kogoś, kto mieni się twarzą organizacji.
„Ant to kapitalny koszykarz, ale wciąż musi dojrzeć. Jako lider moich żołnierzy, nigdy w życiu nie podszedłbym uścisnąć ich dłoni na osiem minut przed syreną. Nie pokazałbym takiej słabości” – grzmiał Haslem.
„Gra się nie skończyła. Zostało osiem minut, a z moich uszu wciąż powinien lecieć dym, bo jestem cholernie wściekły, że przegrywamy. Przez te osiem minut siedziałbym na ławce, próbując ochłonąć, a gratulacje składałbym dopiero po meczu” – dodał były podkoszowy Heat.
Dla Minnesoty to bolesne i przedwczesne zakończenie sezonu. Po dwóch z rzędu awansach do Finałów Konferencji w poprzednich latach, tym razem ekipa Edwardsa musiała uznać wyższość genialnie dysponowanych Spurs już w drugiej rundzie (seria zamknięta wynikiem 4-2).
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.











