New York Knicks kontynuują zwycięską passę, pokonując Chicago Bulls 105:99 w United Center. Choć oczy polskich kibiców były zwrócone na Jeremy’ego Sochana, to o losach spotkania przesądzili liderzy nowojorczyków – Karl-Anthony Towns oraz Jalen Brunson. Dla Knicks był to drugi triumf z rzędu w trudnym terminarzu „back-to-back”.
Dominacja Townsa i „dagger” Mikala Bridgesa
Absolutnym bohaterem wieczoru był Karl-Anthony Towns. Center Knicks zdobył 28 punktów, z czego aż 11 w decydującej czwartej kwarcie. KAT trafił pięć rzutów z dystansu, co kompletnie zdezorganizowało defensywę Bulls, wyciągając Nicka Richardsa spod kosza i otwierając korytarze dla kolegów.
– Jeśli on trafia te trójki, gra staje się o wiele prostsza dla obwodowych. Rywale nie mogą go zostawić na obwodzie, co likwiduje ochronę obręczy – komentował po meczu Wally Szczerbiak.
Mimo że Bulls prowadzili jednym punktem na 2,5 minuty przed końcem, końcówka należała do gości. Przy zaledwie trzy punktowym prowadzeniu na 27 sekund przed syreną, Mikal Bridges (11 pkt) uciszył halę w Chicago, trafiając kluczową trójkę z rogu, która przypieczętowała wygraną. Jalen Brunson dołożył 19 punktów i rozdał 9 asyst, udowadniając, że potrafi zarządzać grą nawet w słabszy strzelecko dzień (7/19 z gry).
Jeremy Sochan w rotacji: Zadania specjalne i krótki występ
Dla Jeremy’ego Sochana był to występ z cyklu „zadania wykonane, choć statystyki tego nie oddają”. Polak spędził na parkiecie 11 minut, wchodząc do gry głównie jako wsparcie defensywne. Sochan zakończył mecz z dorobkiem 2 punktów, 3 zbiórek oraz 2 asyst.
– Każdy musi rozumieć swoją rolę danej nocy. Wygrana to wygrana – podkreślali komentatorzy MSG, zwracając uwagę na defensywne ustawienia Knicks w czwartej kwarcie, która była kluczowa dla powstrzymania ofensywy Bulls.
Chicago w ostatniej odsłonie zdołało rzucić jedynie 21 punktów, w czym duża zasługa agresywnej obrony na piłce, którą propaguje sztab trenerski Knicks. Choć wskaźnik +/- Sochana wyniósł -10, jego obecność w rotacji pozostaje istotnym elementem szerokiego składu aspirującego do czołówki Konferencji Wschodniej.
Bulls nie dali rady mimo solidnego Buzelisa
W zespole z Chicago najlepiej zaprezentował się debiutant Matas Buzelis, autor 15 punktów. Solidne zawody rozegrali również Isaac Okoro oraz Jalen Smith (obaj po 12 pkt), ale to nie wystarczyło na świetnie dysponowanych w crunch-time nowojorczyków. Knicks udowodnili, że mają „gen zwycięzcy”, przetrzymując napór gospodarzy i wygrywając kluczowy fragment 11:4 w samej końcówce.
New York Knicks: Karl-Anthony Towns 28 (11 zb.), Jalen Brunson 19 (9 ast.), Landry Shamet 16, Josh Hart 11 (9 zb.), Mikal Bridges 11, OG Anunoby 9, Jeremy Sochan 2 (3 zb., 2 ast.).
Chicago Bulls: Matas Buzelis 15, Isaac Okoro 12, Jalen Smith 12, Guerschon Yabusele 11 (13 zb.), Patrick Williams 10 (8 ast.).
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.











