Wielkie derby Hiszpanii w koszykarskim wydaniu miały dwa oblicza, ale tylko jednego bohatera. Real Madryt pokonał FC Barcelonę 95:76, a o losach spotkania przesądziła wręcz nierealna druga kwarta, w której podopieczni Chusa Mateo urządzili sobie prawdziwy strzelecki festiwal.
Biała burza w drugiej kwarcie
Początek meczu należał do „Dumy Katalonii”. Barcelona kontrolowała tempo i po pierwszej kwarcie prowadziła 18:15. To, co wydarzyło się jednak w drugiej odsłonie, przejdzie do historii El Clásico. Real Madryt eksplodował ofensywnie, zdobywając w ciągu 10 minut aż 36 punktów. Barcelona kompletnie pogubiła się w defensywie, a do przerwy na tablicy widniał miażdżący wynik 51:33.
Campazzo dyryguje, Real kontroluje
Po zmianie stron Barcelona próbowała nawiązać walkę, ale madrytczycy grali niezwykle dojrzale. Trzecia kwarta zakończyła się remisem 20:20, co pozwoliło Realowi utrzymać bezpieczny, 18-punktowy dystans przed finałową odsłoną. W czwartej kwarcie „Królewscy” jedynie dopełnili formalności, nie pozwalając rywalom na zniwelowanie strat poniżej bezpiecznej granicy.
Liderem zwycięzców był niezawodny Facundo Campazzo, który zapisał na swoim koncie 15 punktów i rozdał 5 asyst, perfekcyjnie kontrolując rytm meczu. Wspierali go Gabriele Procida (14 pkt) oraz Mario Hezonja (13 pkt). Po stronie Barcelony dwoił się i troił Jan Vesely (15 pkt), a Will Clyburn dołożył 14 oczek, ale to było zdecydowanie za mało na rozpędzony Madryt.
PEŁNY BOXSCORE: Real Madryt vs. FC Barcelona (95:76)










