Anadolu Efes po katastrofalnym sezonie odbudowuje zespół wokół tria, które znamy z AS Monaco. Obok Jordana Loyda, lidera reprezentacji Polski, zagrają Mike James oraz Matthew Strazel. Trenerem pozostaje Pablo Laso, choć jego pozycja wcale nie jest pewna.
Kawałek Lazurowego Wybrzeża w Stambule
Pomysł tureckiego klubu opiera się na gotowej chemii boiskowej. Loyd, Mike James i Matthew Strazel dzielili parkiet w Monako między 2022 a 2025 rokiem, a teraz spotykają się ponownie nad Bosforem.
Sytuacja Loyda jest w tym gronie szczególna, ponieważ jako jedyny z tego tria występował w barwach Efesu już w minionym sezonie. Mimo słabych wyników zespołu Amerykanin z polskim paszportem był drugim najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny, dlatego klub nagrodził go przedłużeniem kontraktu do 2027 roku. Warto dodać, że jeszcze w połowie rozgrywek Efes zajmował dziewiętnaste miejsce w tabeli Euroligi, więc indywidualna forma Loyda była na tym tle wyjątkiem.
Mike James zamiast Shane’a Larkina
To najgłośniejszy ruch tego lata w Stambule. 35-letni James podpisał umowę w formule jeden plus jeden i przychodzi bezpośrednio w miejsce Shane’a Larkina, który po ośmiu sezonach opuścił klub i przeniósł się do największego rywala, czyli Fenerbahce.
Renoma nowego rozgrywającego robi wrażenie. James jest najlepszym strzelcem w historii Euroligi, przekroczył granicę 5000 punktów w tych rozgrywkach, a w 2024 roku odebrał nagrodę MVP. Poza tym ostatnie pięć lat spędził właśnie w Monako.
Jego przyjazd do Turcji wcale nie był jednak oczywisty. Rozmowy z Barceloną się załamały, następnie Amerykanin wrócił do analizowania ofert, a Efes ostatecznie wyprzedził Dubaj. Co więcej, w Księstwie James kilkakrotnie publicznie chwalił Strazela, widząc w nim swojego duchowego następcę.
Strazel, czyli inwestycja na lata
Francuz to najbardziej perspektywiczny element całej układanki. 23-letni rozgrywający jest agresywny w defensywie i potrafi dawać wiele zarówno z piłką, jak i bez niej, dlatego gdy Monaco wpadło w kłopoty, ustawiła się po niego kolejka klubów Euroligi.
Efes wygrał tę rywalizację, oferując według doniesień BasketNews kontrakt w formule dwa plus jeden warty około 1,5 mln euro za sezon.
Katastrofalny sezon i wielka czystka
Skala przebudowy wynika bezpośrednio ze skali porażki. Poprzednie rozgrywki miały być otwarciem nowej ery pod wodzą Igora Kokoskova, jednak Serb został zwolniony po kilku miesiącach. Następnie klub rozstał się z Ismailem Senolem, dyrektorem odpowiedzialnym za przebudowę kadry. W Eurolidze przyszły rozczarowujące wyniki i seria kontuzji.
Lista odejść jest długa. Poza Larkinem klub opuścili Rodrigue Beaubois, który nie przedłużył umowy, a także Nick Weiler-Babb, Vincent Poirier, Rolands Smits oraz Saben Lee. W drugą stronę, poza tercetem z Monako, przyszli natomiast Dario Saric, Santiago Yusta i Bruno Fernando, o czym doniesienia często zapominają.
Trenerska karuzela bez końca
Ta statystyka mówi wszystko o stabilności w Stambule. Od 2023 roku, czyli od odejścia Ergina Atamana, żaden szkoleniowiec nie dokończył pełnego sezonu w Efesie.
Sekwencja wygląda następująco. Erdem Can zaczął sezon 2023/24 i w lutym ustąpił miejsca Tomislavowi Mijatoviciowi, wieloletniemy asystentowi. Turcy zostawili go na start kolejnej kampanii, by w styczniu zatrudnić Lucę Banchiego. Mimo dobrej pracy Włocha w drugiej części sezonu posadę otrzymał Kokoskov, przyjaciel Senola, który przetrwał zaledwie kilka miesięcy. Wtedy pojawił się Laso.
Tego lata scenariusz niemal się powtórzył. Po przegranym 1-3 półfinale ligi tureckiej z Fenerbahce BasketNews informował, że Laso odchodzi, a na ławkę wraca Banchi. Obie strony doszły do porozumienia, jednak transakcja upadła z powodu sprawy rodzinnej, która zatrzymała Włocha w kraju. W konsekwencji 58-letni Hiszpan zachował stanowisko.
Jego dorobek jest zresztą imponujący, bo z Realem Madryt dwukrotnie wygrał Euroligę i dwa razy odebrał nagrodę dla najlepszego trenera tych rozgrywek. Późniejsze epizody w Bayernie oraz Baskonii oceniane są jednak znacznie chłodniej, choć w Monachium sięgnął po mistrzostwo i puchar Niemiec. Po przyjściu do Efesu w trakcie sezonu nie zdołał odwrócić trendu i utrzymał zespół jedynie na powierzchni.
Co to znaczy dla reprezentacji Polski
Dla Biało-Czerwonych to najlepsza możliwa wiadomość. Loyd, który polskie obywatelstwo otrzymał na początku sierpnia 2025 roku po decyzji prezydenta Andrzeja Dudy, prowadził wraz z Mateuszem Ponitką kadrę Igora Milicicia do szóstego miejsca na EuroBaskecie 2025. Był też jedynym reprezentantem Polski występującym w minionym sezonie w Eurolidze.
Teraz otrzyma w Stambule wyraźnie lepsze otoczenie, ponieważ zamiast dźwigać rozgrywanie w słabym zespole zagra obok najlepszego strzelca w historii Euroligi. Dzięki temu jego rola może stać się bardziej rzutowa i mniej obciążająca fizycznie, co dla polskiego sztabu ma znaczenie przed kolejnymi oknami eliminacji mistrzostw świata.
Jest też druga strona medalu. W listopadowym okienku 2025 roku Loyd nie dojechał na zgrupowanie właśnie ze względu na obowiązki w Eurolidze. Jeśli Efes wróci do walki o czołowe miejsca, takich kolizji terminarza może być więcej. Pełne zestawienie ruchów transferowych prowadzimy w karuzeli transferowej.










