Caleb Wilson, czwarty wybór ostatniego draftu NBA, zdradził sekret swojej rzutowej przemiany. Skrzydłowy Chicago Bulls, autor 35 punktów w debiucie w lidze letniej, oddaje codziennie od 2000 do 2500 rzutów, a efekty tej pracy było widać już przy pierwszej okazji w Las Vegas.
Debiut, który zelektryzował Las Vegas
W piątkowym starciu z Memphis Grizzlies Wilson zszedł z parkietu z 35 punktami, mimo że jego zespół ostatecznie przegrał 96:97. 19-latek trafił 12 z 21 rzutów z gry, w tym aż 7 z 11 za trzy punkty – przy skuteczności sięgającej 64 procent. Do tego dołożył 5 zbiórek, 2 przechwyty i 3 bloki w 33 minuty gry. Jak podaje ESPN, to drugi najlepszy debiut punktowy w historii ligi letniej w Las Vegas, prowadzonej od 2004 roku – lepszy wynik zanotował jedynie Marco Belinelli, który w 2007 roku zdobył 37 punktów.
Wilson zaczął mecz od razu z przytupem, zdobywając pierwsze pięć punktów Bulls w tym spotkaniu – najpierw trójką zza koła, a chwilę później rzutem z półdystansu. Największe wrażenie zrobił jednak inny fragment meczu: w drugiej kwarcie, po stracie piłki, Wilson dogonił rywala i zablokował jego rzut z kontrataku.
2500 rzutów dziennie – sekret przemiany
Największą niewiadomą przed draftem była skuteczność rzutowa Wilsona – w jedynym sezonie na Uniwersytecie Karoliny Północnej trafił zaledwie 7 z 27 prób za trzy punkty (26 procent). Po meczu z Grizzlies koszykarz zdradził dziennikarzom, na czym polegała jego transformacja.
Codziennie oddaję jakieś dwa, dwa i pół tysiąca rzutów, robię tak od dwóch miesięcy. Nie zmieniam nic w mechanice, po prostu zyskujesz więcej pewności siebie, kiedy wkładasz w to więcej pracy – przyznał Wilson, cytowany przez Joe Cowleya z „Chicago Sun-Times”.
Skrzydłowy podkreślił jednocześnie, że jego rzutowe umiejętności nigdy nie były aż tak słabe, jak sugerowały college’owe statystyki – po prostu system gry w Chapel Hill nie dawał mu przestrzeni do rzucania trójek.
Potrafiłem rzucać już w college’u, po prostu nie taka była moja rola. Graliśmy w innym systemie, dużo ataku kosza, gry blisko obręczy. Nie ma w tym nic złego i doceniam, że trener pozwolił mi grać tak, jak grałem. Cieszę się, że nie rzucałem za trzy w college’u, bo gdybym rzucał, pewnie by mnie tu teraz nie było – dodał.
Droga usłana kontuzjami
Warto dodać, że droga Wilsona do NBA nie była prosta. W lutym, w meczu z Miami, doznał złamania w obrębie lewej dłoni, a gdy wracał już do pełnej sprawności, na początku marca złamał prawy kciuk podczas treningu, co ostatecznie wymagało operacji i zakończyło jego sezon uniwersytecki. To właśnie ta seria kontuzji sprawiła, że w drafcie spadł na czwarte miejsce, mimo wcześniejszych typowań w okolice pierwszej trójki.
Nic więc dziwnego, że powrót na parkiet w Las Vegas był dla niego wydarzeniem naładowanym emocjonalnie – przyznał, że nie grał w oficjalnym meczu od pięciu miesięcy i przed spotkaniem był bardzo poruszony całą sytuacją, także tą związaną z przedwczesnym zakończeniem sezonu przez jego drużynę i zwolnieniem trenera.
Co dalej? Kolejne testy w Las Vegas
Chicago Bulls czeka w najbliższych dniach prawdziwy maraton starć z czołówką tegorocznego draftu. W poniedziałek na drodze Wilsona stanie Darryn Peterson i Utah Jazz, a we wtorek – lider klasyfikacji draftowej, AJ Dybantsa, broniący barw Washington Wizards. Ten ostatni w swoim debiucie zdobył 27 punktów, prowadząc drużynę do zwycięstwa nad Jazz – to właśnie ten wynik Wilson pobił w piątek. Dodatkowo Bulls w minionym tygodniu wzmocnili skład, oficjalnie finalizując transfer środkowego Nica Claxtona oraz podpisując dwuletni kontrakt z Normanem Powellem, co pokazuje, że klub poważnie traktuje odbudowę zespołu wokół młodego rdzenia.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










