Milwaukee Bucks sfinalizowali jeden z najbardziej kontrowersyjnych ruchów tegorocznej wolnej agentury. Gary Trent Jr. przedłużył umowę z klubem na cztery lata za 64 miliony dolarów – mimo że w minionym sezonie zanotował najgorsze liczby w karierze od czasów debiutanckiego roku.
Fatalny sezon, gigantyczna wypłata
27-letni obrońca w rozgrywkach 2025-26 notował zaledwie 8,1 punktu na mecz – to najniższy wynik od sezonu 2018-19, gdy jako rookie w Portland Trail Blazers zdobywał średnio 2,7 punktu. Ponadto Trent trafiał zaledwie 38,7% rzutów z gry oraz 36% za trzy punkty, co również było jego najsłabszym wynikiem procentowym od czasów debiutu w lidze. Mimo to, jak ujawnił Shams Charania z ESPN, koszykarz podpisał w pełni gwarantowaną umowę bez żadnych opcji, wartą 64 miliony dolarów, dzięki której w pierwszym roku zarobi 15,2 miliona dolarów.
Trent w minionym sezonie rozegrał 65 spotkań, w tym 21 w wyjściowej piątce, notując przy tym 1,0 zbiórki i 1,2 asysty w niespełna 21 minut na parkiecie. Takie liczby, zestawione z rozmiarem nowego kontraktu, wywołały prawdziwą burzę w mediach społecznościowych oraz wśród dziennikarzy śledzących ligę.
Droga do dużego kontraktu
Kluczem do zrozumienia całej sytuacji jest sposób, w jaki Trent budował swoją pozycję w Milwaukee. Latem 2024 roku podpisał kontrakt na poziomie płacy minimalnej, a rok później zgodził się na dwuletnią umowę wartą 7,5 miliona dolarów z opcją zawodnika na kolejny sezon. Dzięki dwóm kolejnym, krótkoterminowym kontraktom z tym samym klubem, Bucks nabyli tak zwane Bird Rights, pozwalające na przekroczenie limitu płac przy jego zatrzymaniu. Latem tego roku Trent zrezygnował z opcji wartej 3,9 miliona dolarów, aby zostać niezrzeszonym wolnym agentem – a jego przedstawiciele, jak informował Charania, prowadzili równolegle rozmowy o możliwych transakcjach sign-and-trade z innymi zespołami, zanim ostatecznie zdecydowano się na powrót do Milwaukee.
Co istotne, portal Blazer’s Edge, opisując tę sytuację, zwrócił uwagę na krążące w kuluarach przypuszczenia, jakoby nowy kontrakt miał być swoistą rekompensatą za wcześniejsze, zaniżone umowy zawodnika. Warto jednak podkreślić, że są to na razie nieoficjalne spekulacje i głosy komentatorów, a nie potwierdzone doniesienie o rzekomym „umówionym wcześniej” porozumieniu między generalnym menedżerem Jonem Horstem a otoczeniem zawodnika.
Kontrakt na tle wielkiej przebudowy Bucks
Decyzja Milwaukee nabiera dodatkowego wymiaru w kontekście wydarzeń ostatnich tygodni. Zaledwie kilka dni wcześniej, 6 lipca, klub przeprowadził trzęsienie ziemi, wymieniając dwukrotnego MVP ligi, Giannisa Antetokounmpo, do Miami Heat. W zamian do Milwaukee trafili między innymi Tyler Herro, Jaime Jaquez Jr., Kel’el Ware, Kasparas Jakucionis, Nate Ament oraz aż trzy przyszłe wybory pierwszej rundy draftu.
W tym świetle nowa, wieloletnia umowa dla gracza rotacyjnego dodatkowo zaostrza dyskusję o kierunku, w jakim zmierza teraz drużyna z Wisconsin. Bucks mają już bowiem zatłoczoną rotację na pozycjach obronnych – oprócz Herro i pozyskanego w tej samej transakcji Carisa LeVerta, w składzie pozostają również Ryan Rollins i Kevin Porter Jr., a do tego dochodzi wybrany w tegorocznym drafcie z numerem 10 Brayden Burries. Nie dziwi zatem, że decyzja o zatrzymaniu Trenta na tak dużym kontrakcie spotkała się z falą krytyki – dziennikarz The Athletic, Sam Vecenie, określił ją wprost jako umowę pozbawioną sensu, biorąc pod uwagę, że zawodnik notował raptem 8 punktów przy 39-procentowej skuteczności z gry i 22 minutach na parkiecie.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










