Milwaukee Bucks znaleźli się pod lupą NBA. Jak poinformował Shams Charania z ESPN, liga wszczęła oficjalne dochodzenie w sprawie czteroletniego kontraktu wartego 64 miliony dolarów, jaki klub podpisał z Garym Trentem Jr. Sęk w tym, że kwota ta zupełnie nie przystaje do jego ostatniego, najsłabszego sezonu w karierze – a to właśnie budzi podejrzenia o próbę obejścia limitu wynagrodzeń.
Kontrowersyjny kontrakt pod lupą ligi
Sprawa nabrała rozgłosu błyskawicznie. Charania przekazał, że biuro ligi bada, czy Bucks nie złamali przepisów dotyczących limitu płac przy przedłużaniu umowy z Trentem.
Śledztwo dotyczy mechanizmu określanego jako cap circumvention, czyli nielegalnego obchodzenia limitu płac poprzez wcześniejsze ustalenie warunków przyszłej, znacznie korzystniejszej umowy w zamian za akceptację tańszych kontraktów w poprzednich latach.
Droga do 64 milionów – dlaczego ta umowa wygląda podejrzanie
Historia kontraktowa Trenta w Milwaukee rzuca światło na to, skąd biorą się wątpliwości. Skrzydłowy trafił do Bucks w 2024 roku na kontrakcie minimalnym, a rok później przedłużył współpracę na dwa lata i 7,5 miliona dolarów, z opcją zawodnika na drugi sezon. Kluczowe okazało się jednak to, co wydarzyło się tego lata – Trent zrezygnował z opcji, wracając na rynek jako niezwiązany wolny agent, po czym niemal natychmiast podpisał z tym samym klubem nową, czteroletnią umowę na 16 milionów dolarów rocznie, w pełni gwarantowaną i startującą od 15,2 miliona w sezonie 2026/27.
Taki układ pozwolił Bucks zachować tzw. prawa Birda do zawodnika, dzięki czemu klub mógł przekroczyć limit płac,by go zatrzymać. Właśnie ta sekwencja – najpierw tanie kontrakty, potem nagła hojność – wzbudziła podejrzenia, że obie strony mogły wcześniej nieformalnie uzgodnić przyszłą wypłatę w zamian za wcześniejsze ustępstwa płacowe. Agencja reprezentująca zawodnika, Klutch Sports Rich’a Paula, znana jest zresztą z obsługi czołowych nazwisk ligi, w tym LeBrona Jamesa.
Statystyki nie kłamią – najsłabszy sezon w karierze
Wątpliwości potęguje przede wszystkim to, co Trent pokazał na parkiecie w minionej kampanii. 27-letni obrońca zanotował średnio 8,1 pkt, 1,0 zb. i 1,2 as. w 21,2 minuty na mecz, występując w 65 spotkaniach. Przy tym trafiał zaledwie 38,7% rzutów z gry i 36,0% za trzy punkty – to najgorsza skuteczność w jego karierze i zarazem najniższa średnia punktowa od sezonu debiutanckiego. Bucks jako drużyna zresztą też nie zachwycili, kończąc rozgrywki z bilansem 32-50 i 11. miejscem na Wschodzie, poza strefą play-in.
Dlatego właśnie ekspert od zasad salary cap, Nate Duncan, nie owijał w bawełnę, komentując sprawę na platformie X:
Gary Trent dostający cztery lata i 64 miliony dolarów po sezonie, jaki właśnie miał za sobą, to oczywiste obejście limitu płac i Bucks powinni zostać ukarani przez ligę.
Co grozi Bucks? Historia ostrzega
Jeśli liga potwierdzi naruszenie, konsekwencje mogą być dotkliwe. Regulamin przewiduje grzywnę sięgającą 4,5 miliona dolarów, utratę wyborów draftowych, a w skrajnym przypadku nawet unieważnienie samego kontraktu. Precedens jest zresztą znany – dwie dekady temu Minnesota Timberwolves, przyłapana na podobnym mechanizmie przy kontrakcie Joe Smitha, straciła aż pięć pierwszorundowych wyborów draftowych, zapłaciła 3,5 miliona dolarów kary, a właściciel klubu i dyrektor generalny zostali osobno ukarani.
Bucks mają jednak w rękawie pewien argument obronny. Charania ujawnił bowiem, że przynajmniej jeden inny klub rozważał sign-and-trade dla Trenta za zbliżoną kwotę, co sugeruje, iż jego rynkowa wartość mogła być realnie wyższa, niż wskazywałyby na to statystyki z ostatniego sezonu. To jednak wciąż wyłącznie argument, a nie rozstrzygnięcie – dochodzenie jest w toku i na oficjalny werdykt ligi trzeba będzie poczekać.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










