Reprezentacja Polski efektownie domknęła pierwszy etap eliminacji mistrzostw świata 2027. W poniedziałkowy wieczór w Tauron Arenie Kraków Biało-Czerwoni pokonali Holandię 92:84 i z kompletem sześciu zwycięstw pewnie wygrali grupę F. Podopieczni Igora Milicicia wraz z Turcją są jedynymi zespołami, które przebrnęły przez tę fazę bez ani jednej porażki. Najskuteczniejszy w drużynie gospodarzy był Kamil Łączyński z 18 punktami.
Trzecia kwarta przełomowa. Biało-Czerwoni odskoczyli
Początek spotkania nie zwiastował polskiej dominacji. Przez pierwszą połowę oba zespoły szły łeb w łeb — po dziesięciu minutach było 18:16, a na przerwę drużyny schodziły przy stanie 46:44. Holendrzy, znakomicie dysponowani z dystansu, dotrzymywali gospodarzom kroku i nie pozwalali odskoczyć.
Wszystko zmieniło się po zmianie stron. To właśnie trzecia kwarta, wygrana przez Biało-Czerwonych 27:21, okazała się fragmentem, który przechylił szalę. Polacy podkręcili tempo, zacisnęli defensywę i wypracowali przewagę, której Holandia nie była już w stanie odrobić. Ostatnie dziesięć minut, zremisowane 19:19, było tylko dopełnieniem zasłużonego zwycięstwa 92:84.
Łączyński i Olejniczak poprowadzili, Ponitka rządził w obronie
Bohaterów po polskiej stronie było kilku. Kamil Łączyński rozegrał znakomite spotkanie — 18 punktów przy imponującej skuteczności 6/7 z gry, do tego pięć asyst i cztery przechwyty. Bardzo dobrze pod koszem spisał się także środkowy Dominik Olejniczak, który trafił wszystkie pięć rzutów z gry, kończąc z 12 punktami i dziewięcioma zbiórkami. Solidne 13 „oczek” dorzucił Michał Sokołowski.
Osobny akapit należy się kapitanowi. Mateusz Ponitka, choć miał trudny wieczór w ataku (4/11 z gry, 11 punktów), zdominował spotkanie w defensywie — pięć przechwytów lidera było motorem napędowym polskiej presji. Po stronie gości najlepszy okazał się Keye van der Vuurst de Vries z dorobkiem 26 punktów i 9 asyst, ale zabrakło mu wsparcia.
Defensywa zrobiła robotę
Ten mecz to modelowy przykład wygrywania obroną. Holendrzy rzucali skuteczniej — trafili 55 procent z gry i aż 50 procent za trzy punkty, podczas gdy Biało-Czerwoni z dystansu radzili sobie przeciętnie (10/28, 36 procent). O losach spotkania zadecydowały jednak inne rubryki. Polacy zmusili rywali do 23 strat, sami notując przy tym 14 przechwytów, a dodatkowo zdominowali grę na tablicach w ataku (12 zbiórek ofensywnych do zaledwie 6). Punkty z drugiej szansy i punkty po stratach przeciwnika okazały się różnicą, której skuteczni z dystansu Holendrzy nie zdołali zniwelować.
Komplet zwycięstw i hitowa druga runda
Zwycięstwo nad Holandią dopełniło znakomity bilans Biało-Czerwonych. W sześciu meczach pierwszego etapu Polacy pokonali kolejno Austrię (90:78 i 123:77), Łotwę (84:82 i 92:72) oraz Holandię (85:83 i 92:84) — komplet zwycięstw i pierwsze miejsce w grupie F nie do podważenia. Awans do drugiej fazy podopieczni Milicicia zapewnili sobie już w marcu, teraz jednak zrobili to w wielkim stylu.
W drugim etapie, który potrwa od sierpnia 2026 do marca 2027, stawka będzie poważniejsza. Grupa F skrzyżuje się z grupą E, co oznacza, że rywalami Polski będą trzy czołowe ekipy z tego zestawienia: mistrzowie Europy i świata Niemcy, Chorwacja oraz Izrael. O 12 europejskich przepustek na mundial w Katarze (27 sierpnia – 12 września 2027) powalczy w tej fazie łącznie kilkanaście reprezentacji. Jednak forma, z jaką Biało-Czerwoni zamknęli pierwszą rundę, każe patrzeć w przyszłość z optymizmem.










