Jeremy Sochan, jedyny reprezentant Polski w lidze NBA, wciąż pozostaje wolnym agentem – mimo że zaledwie miesiąc temu cieszył się z pierścienia mistrzowskiego u boku New York Knicks. Jak wynika z najnowszych doniesień amerykańskich mediów, drzwi do powrotu na Manhattan pozostają jednak szeroko otwarte, a decydować mogą o tym przede wszystkim kadrowe braki nowojorczyków.
Droga po pierścień pełna zwrotów akcji
Sezon 2025/26 był dla Sochana istną kolejką górską. Polak rozpoczynał rozgrywki w San Antonio Spurs, jednak wraz z rozwojem zespołu Victora Wembanyamy jego rola systematycznie malała – w 28 spotkaniach notował zaledwie 4,1 pkt, 2,6 zb. i asystę przy 12,8 minut na parkiecie. W lutym obie strony postanowiły się rozstać: Spurs zgodzili się na wykup kontraktu, a już dzień później Sochan podpisał umowę z Knicks do końca sezonu.
Ten ruch okazał się strzałem w dziesiątkę, choć nie ze względu na statystyki. Nowojorczycy, prowadzeni przez Jalena Brunsona, przeszli przez playoffy niczym walec, docierając do finałów NBA po raz pierwszy od 1999 roku. Tam, w jednym z najbardziej wyrównanych starć w historii, pokonali właśnie Spurs – dawny klub Sochana – w pięciu meczach, kończąc aż 53-letnią posuchę tytułową. Bohaterem decydującego starcia został Brunson z 45 punktami, nagrodzony tytułem MVP finałów.
Sochan pomógł nawet w finałowej rywalizacji
Choć przez większość sezonu zasadniczego i playoffów Sochan spędzał czas głównie na ławce, nie oznacza to, że pozostał całkowicie bez wpływu na losy rywalizacji. W czwartym meczu finałów, gdy Karl-Anthony Towns wpadł w kłopoty z faulami, trener Mike Brown bez wahania sięgnął właśnie po Polaka, wpuszczając go na boisko zamiast Mitchella Robinsona i Ariela Hukportiego. To właśnie ta elastyczność pozycyjna – Sochan przy wzroście 206 cm i wadze 104 kg jest w stanie bronić wszystkich pięciu pozycji – może okazać się kluczowa w kontekście jego przyszłości w Nowym Jorku.
Dlaczego Knicks wciąż mogą go chcieć
Sytuacja kadrowa mistrzów wygląda dziś inaczej niż jeszcze wiosną. Zarówno Robinson, jak i Hukporti opuścili klub, a jedynym pewnym wzmocnieniem na środku pozostaje świeżo pozyskany Andre Drummond. Mimo to Knicks dysponują jeszcze jednym wolnym miejscem w składzie, a doświadczenie Sochana w roli niskiego środkowego – w sezonie 2024/25 spędzał na tej pozycji aż 41% swoich minut, a w minionej kampanii, łącznie w barwach Spurs i Knicks, było to 39% – czyni go naturalnym kandydatem do wypełnienia luki, przynajmniej w krótkim terminie.
Co więcej, 23-letni skrzydłowy wciąż pozostaje niepodpisany przez żaden klub, co sugeruje ograniczone zainteresowanie rynku – a to z kolei otwiera Knicks drogę do oferty na poziomie kontraktu minimalnego, ewentualnie bez pełnych gwarancji finansowych. W dotychczasowej karierze, jeszcze przed spadkiem minutażu w Teksasie, Sochan notował solidne 11,4 pkt i 6,1 zb. średnio w pierwszych trzech sezonach – co pokazuje, że wciąż drzemie w nim potencjał warty rozwijania.
Jedyny Polak w NBA
Sochan – syn Polki i Brytyjczyka, urodzony w Oklahomie, ale wychowany częściowo w Wielkiej Brytanii – od lat konsekwentnie reprezentuje biało-czerwone barwy na arenie międzynarodowej, choć kontuzje wielokrotnie krzyżowały mu plany startu w wielkich imprezach, w tym w zeszłorocznym EuroBaskecie rozgrywanym częściowo w Katowicach. Mimo to pozostaje najważniejszym punktem odniesienia dla trenera kadry Igora Milicicia i całego środowiska w kontekście rozwoju polskiej koszykówki męskiej.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










