Tim Kawakami z „The San Francisco Standard” ujawnił w podcaście The TK Show, że właściciel Golden State Warriors Joe Lacob myśli już o budowie zespołu na czas po Stephenie Curry’m. Dwa dni po fiasku z LeBronem Jamesem takie słowa brzmią w Bay Area jak wyrok, tym bardziej że 38-letni Curry od 29 sierpnia będzie mógł podpisać nowe przedłużenie kontraktu.
Kawakami odsłania plan Lacoba
Według Kawakamiego z „The San Francisco Standard” Lacob celuje w przekształcenie Warriors w kandydata do tytułu już po zakończeniu ery Curry’ego.
To, co chce zrobić Lacob, może wkurzyć fanów Warriors, ale on chce zbudować kolejną drużynę po Stephie Curry’m. Nie wiem, na ile to realne, jednak Lacob ma bardzo wyraźny interes w tym, żeby ta organizacja pokazała, co potrafi ze Stephem Curry’m, a potem po Stephie Curry’m. Sam nie sądzę, że będzie tak dobrze, ale właśnie tego chce.
Wypowiedź padła około doby po tym, jak Warriors dowiedzieli się o decyzji Jamesa. W związku z tym trafiła na wyjątkowo podatny grunt. W sieci natychmiast pojawiły się głosy kibiców domagających się wymiany Curry’ego, którzy przekonują, że skoro klub nie zamierza walczyć o mistrzostwo, powinien od razu przejść do odbudowy. Warto dodać, że Lacob kupił klub w 2010 roku, a więc mówi tu człowiek, który zbudował całą dynastię od zera.
Fiasko z LeBronem obnażyło granice Golden State
Kontekst jest brutalny. 41-letni LeBron James wybrał 24 lipca Philadelphię 76ers, gdzie podpisał dwuletni kontrakt wart 8 mln dolarów z opcją zawodnika. Wcześniej Golden State wymieniano wśród najpoważniejszych kandydatów obok Miami Heat i Minnesoty Timberwolves. Co więcej, według Joe Vardona i Davida Aldridge’a z „The Athletic” Draymond Green odrzucił opcję zawodnika właśnie po to, by dać klubowi maksymalną elastyczność pod podpis Jamesa, a przy okazji umożliwić potencjalną wymianę Jimmy’ego Butlera za Anthony’ego Davisa. Tymczasem żaden z tych scenariuszy nie wypalił.
Rachunek za miniony sezon też nie pomaga. Warriors zakończyli rozgrywki z bilansem 37-45 i przegrali w turnieju play-in. Mimo to nadal kontrolują praktycznie wszystkie swoje przyszłe wybory w pierwszej rundzie draftu. Właśnie ten atut stanowi jednak sedno problemu. Te same picki, które dają szansę na sięgnięcie po kolejną gwiazdę, zabezpieczają też plan Lacoba na erę bez Curry’ego.
Lato pod znakiem utrzymywania stanu, nie wzmocnień
Ruchy Golden State czytelnie pokazują dwutorowość. Klub przedłużył umowę z Kristapsem Porzingisem na dwa lata i 40 mln dolarów, zatrzymał Ala Horforda na dwa lata i 14 mln, a także Meltona na dwa lata i 11 mln. Poza tym w drafcie wybrano Yaxela Lendeborga z numerem 11, a do rotacji dołączył rezerwowy środkowy Charles Bassey. Przede wszystkim jednak niemal każdy liczący się wolny agent znalazł już nowy klub, choć Warriors wciąż mogą kombinować z wyjątkiem.
Warto pamiętać, skąd wziął się Porzingis. Golden State sprowadziło Łotysza z Atlanty, oddając Jonathana Kumingę i Buddy’ego Hielda. Natomiast jeszcze w czerwcu klub chciał go zatrzymać na krótkim kontrakcie i przy obniżonej stawce w porównaniu z 30,7 mln dolarów z minionego sezonu. W rezultacie powstał skład, który dla części kibiców wygląda na niepełny. Draft 23-letniego debiutanta oraz nowa umowa dla 40-letniego Horforda wpisują się dokładnie w podział, z którym według Kawakamiego Lacob czuje się komfortowo. Wszystkie letnie ruchy zbieramy w karuzeli transferowej.
Curry i data 29 sierpnia
Najważniejszy termin tego lata w Bay Area jest już znany. Curry uzyska prawo do podpisania przedłużenia 29 sierpnia i może otrzymać maksymalnie 136,7 mln dolarów na dwa lata, jak wylicza Bobby Marks z ESPN. Obecna umowa daje mu 62,6 mln dolarów za sezon 2026/27. Ponadto nowy kontrakt zapewniłby mu najwyższe roczne zarobki w karierze, czyli 65,7 oraz 71 mln dolarów za sezony w wieku 39 i 40 lat.
Sam zawodnik nie ukrywał gotowości do rozmów po odpadnięciu w play-in.
Jak najbardziej, ale żadna z tych rozmów jeszcze się nie odbyła. To będzie pracowite lato dla Warriors.
Klub deklaruje pełną otwartość. Anthony Slater z ESPN relacjonował, że mimo generalnej dbałości o długoterminową elastyczność finansową Warriors traktują Curry’ego jako wyjątek i zgodzą się zarówno na roczne, jak i dwuletnie przedłużenie, a decyzja padnie pod koniec sierpnia. Jednocześnie rozgrywający zanotował 26,6 pkt na mecz, ale kontuzje ograniczyły go do zaledwie 43 spotkań. Dlatego zderzenie deklaracji Lacoba z realiami kalendarza wygląda tak niezręcznie.
Green bez oferty, Butler bez pełnej sprawności
Sytuacja 36-letniego Greena pozostaje nierozwiązana. Skrzydłowy odrzucił opcję zawodnika na 27,6 mln dolarów, choć jeszcze tydzień wcześniej generalny menedżer Mike Dunleavy zakładał, że z niej skorzysta. Następnie pojawiły się informacje, że Warriors są gotowi zaproponować mu nową umowę w podobnej skali, czyli około 28 mln dolarów. Z kolei sam Green przyznał w swoim podcaście, że ponad trzy tygodnie po otwarciu rynku wciąż nie otrzymał od klubu żadnej oferty.
Do tego dochodzi kwestia zdrowia. Kawakami zaznaczył, że w sprawie Butlera klub nie planuje żadnych ruchów kontraktowych i po prostu przeczeka sytuację. Skrzydłowy zerwał więzadło krzyżowe w styczniu, w meczu z Miami Heat, dlatego prawdopodobnie opuści początek sezonu.
Dwa zegary, jedna szatnia
Golden State wchodzi więc w sezon 2026/27 z dwiema wykluczającymi się narracjami. Z jednej strony trzon „win now” tworzą Curry, Green i Butler, z drugiej fundamentem przyszłości mają być Lendeborg oraz zachowane wybory draftu. W konsekwencji pojawia się niewygodne pytanie, czy klub robi wszystko, by wygrać teraz, czy już ogranicza swoją siłę nabywczą i elastyczność transferową pod przyszłość. Odpowiedź poznamy najpóźniej pod koniec sierpnia, gdy na stole pojawi się dokument z podpisem najlepszego koszykarza w historii franczyzy.
NBA – National Basketball Association: aktualności, wyniki, tabela i analizy znajdziesz w naszym hubie: NBA.










